Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Żeliga tom II.djvu/97

Ta strona została uwierzytelniona.

jest wdzięczen N. panu, ale że czekać będzie wymiaru sprawiedliwości spokojnie.
Trzy dni upłynęło w oczekiwaniach, szeptach i tej trwodze, która poprzedza dotknięcie wszelkiego interesu tyczącego czci człowieka, mającego rodzinę okryć sromem. Opoczyński niemniej był zafrasowany od innych, ale spokojny przytomności nie tracił, tajemniczy był i milczący.
Czwartego dnia Bajkowski do niego przyjechał. Bystrym okiem zanim jeszcze wszedł zmierzył przeciwnika, na którego twarzy znalazł pocieszający wyraz niepokoju i usiadł, przybierając, jak na przyzwoitego człowieka należało, oblicze kondolencyjne zafrasowane.
— No, kochany kolego — rzekł wyciągając doń rękę, zbliżamy się tedy do fatalnego terminu, w którym się gra rozpocznie. Obowiązkiem moim było, mimo że mi sprawa ta jest smacznym ze wszech miar kąskiem, polem popisu, i walką z tak znakomitym jak wy zapaśnikiem, żebym jeszcze raz zrobił krok do zgody. Jesteśmy gotowi na wszelkie możliwe układy.
— Szanowny mecenasie — rzekł Opoczyński, — mam zupełne umocowanie do prowadzenia procesu, a wyraźny rozkaz nie przyjmowania żadnych układów.
— A! no w takim razie tem lepiej — ozwał się Bajkowski — będziemy się próbować. Sam los na nasze koło wodę prowadzi, kiedy i pani Achingerowa uciekła, to mi daje broń wielką.
— Obosieczny to oręż — rzekł Opoczyński, — dopóki pani Achingerowa niewiadomą jest z pobytu, póki przypuszczenie wam służy, że winna starała się ukryć przed mającą doścignąć jej sprawiedliwością, macie prawo się cieszyć... Ale przypuśćmy panie mecenasie, że nagle pani Achingerowa się zjawia i to w klasztorze, gotowa pod przysięgą odeprzeć wszystkie fałsze i potwarze wasze... Cóż w takim razie?
Opoczyński czynił to przypuszczenie wcale nie wiedząc co się stało z panią Achingerową, wprost tylko jako prawnik, który zwykł wszystkie drogi ba-