Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Boża czeladka Tom II.djvu/32

Ta strona została skorygowana.

trzymać nie można...
— I nie trzeba! — zahuczała pani radczyni! zaraz waćpan jutro jedź do proboszcza — odwracając się do Fryderyka dodała żywo — i każ go chować; nie potrzeba wystawy żadnej, bo to duszy nie pomoże a z kieszeni wyciągnie, rozumiesz waćpan?
Pan Fryderyk stał jak okradziony, blady, gniewny, i chmurno z pod brwi patrząc, kiwał tylko głową, kiedy niekiedy dawał oznaki niecierpliwości. Ludzie pownosili pakunek, Balcerowej zadysponowano coś, a gdy się zostali sami, wstała z krzesła pani Pękosławska i podeszła do brata, który napędzał Marka do wynoszenia tłumoków swoich.
— Coś ja waćpanu nie na rękę — rzekła z uśmiechem — myślałeś może, że się nie zgłoszę i samemu jegomości dam się rozporządzać, a fe! kochanku! przecieżem tak samo siostra stryjeczna, de domo Czeszak, jak i waćpan, i kazał mi umierający dać znać; po połowie bierzemy jeśli się reszta nieopatrzy.
— A jeśli się testament znajdzie? — łykając ślinkę rzekł gość pierwszy.
— To może oboje nic nie weźmiemy i pójdziemy z kwitkiem — odparła Pękosławska — ale nie, o! nie, ja bo już wiem, że testamentu nie ma. Jest tu mój stary znajomy proboszczem, pisał do mnie ze szczegółami, że kiedy go śmierć naszła i chciał testament robić, ledwie miał czas waści i mnie wymienić i umarł. Ale bym ja była przyjechała i bez tego prędzej później, bo mam na to oko co się mi należy. Pana Mikołaja mało co znałam, ale wiedziałam dobrze, że nie był żonaty i bezdzietny, mając sześcioro dzieci, grosz mi potrzebny... w samą porę, gdy Julkę wydawać myślę.
Gdy tak wpatrując się w brata, pani radczyni gwarzy, a słudzy jej urządzają herbatę w dosyć lichych podróżnych skorupkach i pożyczanych szklankach, Balcerowa pobiegła widzieć zajeżdżającą landarę, bo jako wielka znawczyni ludzi, myślała z niej i z zaprzęgu i