Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Czarna Perełka.djvu/133

Ta strona została uwierzytelniona.

wdzięcznie uśmiechał? Któż zrozumie swe przeznaczenie?
Dreszcze zaczęły się zwiększać, otuliła się chustką, jakiś półsen nią owładnął, łza przecisnęła się przez powieki powoli, a za nią popłynęły strumienie długo tłumione. Oparła się o mur, straciła przytomność, i ciemności, wśród których jakieś niewyraźne snuły się kształty, szumiały głosy, otoczyły ją dokoła.


Z równym oburzeniem temu, które wywołała wiadomość o uwięzieniu Lenory, przyjęto artykuł gazety, opisujący złośliwie przygody zagadkowej istoty, podrzutka „przez znakomitą damę, a na umyśle skutkiem lat podeszłych osłabioną“, przybranego niemal za dziecię, zepsutego pieszczotami itd... Nadesłany ten artykuł, z komentarzami różnymi rozchodząc się po mieście i po prowincji, obudzał ciekawość, jak każda sprawa tajemnicza. Opowiadano sobie obok tego, co on mieścił, szczegóły pochwycone nie wiedzieć skąd, a raczej zmyślone po prostu. Kamerdyner Franciszek z Muranowa, wezwany do Warszawy, odprawiony potem na powrót na wieś, gdyż służby u hrabiny przyjąć nie chciał, powiózł go tam, gdzie wspomnienie Lenory żywe jeszcze obudzało szacunek dla niej i wdzięczność. Franciszek chodził z tym numerem, czytał go i płakał.
Drugiego dnia po przybyciu jego, gdy się wieść o uwięzieniu rozeszła, chłopak przybiegł od księdza proboszcza, wzywając go, aby się koniecznie pofatygował natychmiast i przyniósł z sobą ową warszawską gazetę.
Franciszek pośpieszył na wezwanie i zastał proboszcza niespokojnie przechadzającego się po pokoju