Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Czarna Perełka.djvu/174

Ta strona została uwierzytelniona.

sa nie będzie jeść, a to u nas wszystko się trafia. Jeżeli masz dużo, dużo pieniędzy, to jeszcze, a jak mało co, to ty jej nie dostaniesz, darmo się nie puszczaj. Ojciec chytry! ja go znam, on raz mając taką lalkę, za lada co nie odda, a ona mu się nie wyprosi ani wy nie wymodlicie. A! no — jak wola!


Dojeżdżając ku Zakopanemu, gdy w pogodny dzień łańcuch gór oświetlony słońcem zachodu ukaże się przed oczyma podróżnego w całym swym majestacie, ze śnieżystymi głowy, z poszarpanymi boki, z iglastymi szczyty, z czarnymi pasami lasów jodłowych, wyglądających jak podarta, opadająca do stóp szata ciemna — mimowolnie uroczysty jakiś smutek duszę ogarnia. Im bliżej ku tej bliźnie po tysiącoletniej ranie zadanej ziemi — tym kraj staje się dzikszy, puściejszy, cichszy. Gdzieniegdzie łoże strumienia zasiane kamieniami a wyschłe, i choć wyschłe groźne — rozdarta ziemia, którą sączy się górski potok, mogący wezbrać co chwila i rozlać na pola, ponad nim obnażone głazy, kupki jodeł, chaty ciemne, zagrody ubogie i gdzieniegdzie z gromadki drzew ciemna kościołka wieżyczka wygląda. Czuć, że tu już ludzie dotarli do granicy mieszkalnej, że dalej po za wsie u podnóża Tatr człowiek wdrapać się tylko może na chwilę i chronić musi przed siłami, które tym światem władną, a których on nie zmoże. Dalej pustynne doliny, cisza, szumią bory, wiatr szekspirowskie odgrywa dramaty, widy mruczą złowrogo i ledwie postrzeżesz zwierzę. Świat czarów, niezawładnięty przez człowieka, do którego się on wkrada i ucieka; tu leżą legendy, tu mieszka bajka, tu chronią się duchy, tu stare wygnane pieśni drzemią na gałęziach jodłowych.