Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Cześnikówny.djvu/185

Ta strona została uwierzytelniona.

— Albo ja tam wiém! kto tam wyszpéra, dosyć że się nie lubią....
— Co za położenie przykre dla młodéj osoby...
— Zapewne — mówił radca, ale ona się wychowywała zdala od ojca, mało go znała nawet i niewiele cierpi pewnie na tém, że ją tak trzymają iż ledwie go zobaczy... Ale jak to na wielkim świecie zwykle, musiałeś waćpan uważać, iż Skórski się przyszedł przywitać z generałową zdaleka, że córka mu dygnęła, że do niéj kilka słów przemówił i dopiéro odszedł.
— Uważałem i to że generałowa przywitawszy się, twarz odwróciła od niego i już nie spojrzała nań.
— Bo się mocno nie lubią — mówił radca. Panna zrobi pewnie partyą świetną. Po matce, chcę mówić po ciotce, weźmie dobra znaczne, a ojciec oprócz wioski dawnéj ojczystéj, którą wykupił, ale w niéj nie mieszka, posiada pono znaczne kapitały; tylko gra słyszę na giełdzie może jeszcze zgrać się. Otóż i cała historya — dodał radca — jestżeś spokojony?
— Po części... chociaż zdaje mi się żeś pan radca część jéj połknął razem z kotletem!
— A bardzo być może! rozśmiał się stary, są rzeczy których się nie mówi, które się odgaduje, a tak szczęśliwie, z dobrą metodą uniwersytecką od natury obdarzony młodzieniec, powinien umiéć prawdy zawsze dojść choćby na wierzchu nie siedziała...
— Mnie tylko jedna bije w oczy, to niezmierna piękność panny — w jéj blasku ginie wszystko... Co za urok! jaki wdzięk!
— I mówią że wychowanie pańskie co się zowié — dokończył radca, śpiéwa i gra mistrzowsko... maluje cudnie, tańcuje jak widziałeś, a w dodatku dobra, łagodna i...
— To prawdziwe nieszczęście! zawołał młodzieniec, kogóż godnym uznają tego skarbu?
— Audaces fortuna juvat! — rzekł radca i ostatni kieliszek wina wychylił.

KONIEC.