Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Cześnikówny.djvu/51

Ta strona została uwierzytelniona.

— Śmiéj się! śmiéj! — mówił Pacierzyński — po mnie dreszcze chodzą, gdy na nią spojrzę, więcéj ci powiém: — jest coś obłąkanego w jéj wzroku.
Skórski rzucił się na krześle; spojrzano na niego, udał że się tylko poprawił na niém.
— Gdy mówi o czém — kończył prezes, nie umié inaczéj jak z goryczą... z ironią. Pani Salomea, która jest samą dobrocią i łagodnością, powtórzyła mi razy kilka, że czasem krótka z nią rozmowa strachem ją przejmuje. Powtarzam wyrazy pułkownikowéj — powiadała mi że ta kobiéta, musiała wycierpiéć nadzwyczaj wiele... jest w niéj coś niewyleczonego, zbolałego, co przeraża... Wzrok niekiedy miewa jakby nieprzytomny... Jedno tylko ją rozczula i roznamiętnia, to widok dzieci... ale to się tém tłumaczy, że ich nie miała pono i nie ma.
Skórski zerwał się nagle z krzesła i począł chodzić po pokoju, cygaro mu za preteks posłużyło. Radca zauważał, że go już to opowiadanie zajmować przestało, że patrzył gdzieindziéj i był jakby roztargniony. Pacierzyńskiego jednak, gdy raz puścił wodze sobie, nie łatwo było powstrzymać.
Skórski był struty. — Napróżno starano się gościa czémś zabawić; wrócili do salonu, mówił mało, nie podobał sobie w towarzystwie, choć tego wieczora było jak rzadko dobraném... Młody poeta deklamował wiersz, przez siebie ukuty; młody pianista o mało niepodruzgotał fortepianu, za co go oklaskami okryto; jedna z pań śpiéwała arią z Normy bardzo miłym głosem, — a jednakże Skórski się nudził, i rychło zniknął z horyzontu. Radca zawyrokował, że na wsi ludzie dziczeją.






Gdyby kto nazajutrz z rana, po mszy rannéj u dominikanów, stanął był u kruchty i przypatrywał się wychodzącym z kościoła, byłby mimowolnym świadkiem sceny, którą tylko ubodzy, naówczas tu zgromadzeni, widzieli... dobrze jéj nie mogąc zrozumiéć.
Wówczas gdy się prymarya odprawiała, weszła, nieśmiałym krokiem, do przedsionka kobiéta niemłoda, któréj twarz zarówno jak ubiór, choć poszarpany, świadczyły, iż nie była na żebraczkę urodzoną. Rysy jéj niegdyś piękne i szlachetnego wyrazu, czarne oczy ogniste, zacięte usta, choć nędza je powykrzywiała i napiętnowała — zachowały coś