Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Dola i niedola część I.djvu/102

Ta strona została uwierzytelniona.

94
WYBÓR PISM J. I. KRASZEWSKIEGO.

parł stary — ale mi pilno do mojéj Anny. Sprawę też mam ciężką na barkach, nie miejcie mi za złe: muszę jechać...
— To choć co ciepłego, zawołała poczciwa gosposia: każę wam kawał mięsa podać.
— A post? nie głodnym już z łaski waszéj! rzekł Krzysztof.
— Co do mnie — odezwał się z za pleców brata Baltazar — titulo podróży z panem bratem, domawiam się o jeden kieliszek wódki z lada jaką przekąską.... choćby mięsną, bo mam dyspensę na całe życie udzieloną przez kapelana półkowego.
Uśmiechnęła się gosposia, na nosie grożąc bratu; ale ten nie zważając na groźbę, wskazał na klucze, i dostawszy czego pragnął, zasposobiony do podróży po długich w ganku pożegnaniach, siadł na wózek z p. Krzysztofem. Ten od Bocianiego dworu do Wólki Brzozowéj wciąż wzdychał, dumał i ani słowa się nie odezwał.
Nie lubiał milczenia pan Baltazar, ale szanował smutek brata i patrzał po polach. Myśliwy, widział na nich, czegoby inne nie dojrzało oko: zajęcze kotliny, tropy lisie, różne wskazówki łowieckie, z których w przyszłych wyprawach swoich obiecywał sobie korzystać.
Około południa dobrali się tak nareszcie do Wólki Brzozowéj, i zdziwił się mocno p. Krzysztof z dala żony upatrujący, gdy ją w ganku zobaczył z mocno zaczerwienionemi oczyma, ale twarzą wesołą i ożywioną. Jemu, co ją tak kochał, nietrudno było na pierwsze wejrzenie odgadnąć, iż oczy te płakać musiały, że Anna miała jakieś zmartwienie. Tknęło go zaraz, że się o synu dowiedzieć mogła, i spojrzeli po