Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Dola i niedola część I.djvu/231

Ta strona została uwierzytelniona.

223
DOLA I NIEDOLA.

Był to co się zowie piękny mężczyzna, postawy wyniosłéj, poważny, urodziwy, miły, z miną nadzwyczaj otwartą i szlachetną, z tonem i obejściem się wielkiego świata, wkradający się do serca, ujmujący słodyczą i uprzejmością. Nic w nim nie zdradzało wykrętacza i przebiegłego intryganta; owszem na pierwszy rzut oka przysiągłbyś, że to człek wielkiéj prostoty, dobréj wiary, nawet nieco łatwowierny. Pierwsze wrażenie, jakie czynił na przeciwniku, było mu zawsze wielce korzystne.
Wyrobienie sobie téj powierzchowności, Zgaga zawdzięczał głębokiemu zastanowieniu się nad naturą ludzką, dobrze zrozumianéj potrzebie ujęcia człowieka. Kogo nie mógł miodowemi ująć słowy i serdeczném obejściem, temu późniéj starał się imponować majestatycznym chłodem i obojętnością stoicką, pełną powagi.
Umyślnie się zawczasu obrachowawszy, którędy p. Krzysztof wchodzić będzie, stanął Zgaga w przeciwnym końcu wielkiego salonu. Miał to na uwadze, że dłużéj tym sposobem będzie mógł przypatrywać się fizyognomii gościa, i że choć mu wypadnie także iść powoli ku niemu, wybada jego oblicze nim się zetkną, i będzie już wiedział, jak rozmowę stosownie do temperamentu rozpocząć.
O pierwszéj przybył stolnikowicz, i wpuszczony zaraz, ukazał się w progu sali. Po ukłonie zaczął się zbliżać ku Zgadze, który też postępował ku niemu, pełen słodyczy i uprzejmości. Surowa twarz szlachcica wcale go nie cieszyła.
— Pan Krzysztof O.....? zapytał pierwszy, kłaniając się nader grzecznie.
— Tak jest, rzekł przybyły.