Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Dola i niedola część I.djvu/250

Ta strona została uwierzytelniona.

242
WYBÓR PISM J. I. KRASZEWSKIEGO.

p. Prokop Hurda Hurdowicz, rodem kędyś z Rusi, ale przyswojony stolicy od dawna, bo tu od pierwszéj swéj młodości przebywał.
Zagadkowe to było z pewnych względów życie, ale nader praktycznie urządzone. Hurda, niegdyś starościc bobrujski, zowiący się dla dojrzalszego wieku już po prostu starostą bez kwalifikacyi, przejadłszy i przepiwszy parę wsi nad Berezyną, urządził się tak jakoś, że bez dochodów żył daléj wygodnie i przyjemnie.
Naturalnie w Warszawie bardzo trudno się przekonać, czy ktoś mający wsie nad Berezyną już je stracił, czy tylko zaplątał, a gdy je raz miał, prejudykat ważny, iż coś posiadać może. Więc się tam szczelno nie wchodzi. Bene natus et possesionatus, Hurda mówiąc czasem jeszcze o swych wioskach, urządził sobie resztę żywota wcale zręcznie. Majątek miał w procesie... Bawił niby dla pilnowania sprawy, na któréj popychanie czasem i pieniędzy pożyczał. Dostawszy ich, dawał zwykle śniadanie.
Wesoły, do półmiska i hulanki nieoceniony towarzysz, bo nigdy burdy nie zrobił, a często cudzą zagodził, gdy chciano tańcować to tańcował, choć się od jego poskoków ściany trzęsły i piętra uginały, pić to pił jak gąbka; grać to grał na kredę choćby do miliona, bo był pewien, że nic nie przegra, a nawet do płci pięknéj i niepięknéj przysiadał się z westchnieniami niebezpiecznemi. Panie utrzymywały, że parę jego czulszych supirów było w stanie obalić najsilniejszą niewiastę.
Zasady, których nie miał wcale (oprócz wielkiego pobłażania wszelkim słabościom ludzkim), dozwalały mu grzez szpary patrzeć na wszystko, czynić co było dogodniéj, i nigdy nie szukać téj strony czynu, która mogła niepokoić sumienie.