Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Dola i niedola część I.djvu/274

Ta strona została uwierzytelniona.

266
WYBÓR PISM J. I. KRASZEWSKIEGO.

nie ma?... O dwie godziny już spóźnił się wedle mojéj rachuby... możeby wysłać naprzeciw?... może nieszczęście jakie, przypadek?... Powiedz mi co ty myślisz? Mnie dręczą jakieś przeczucia!
W takich chwilach słabości, panowie są zawsze dla sług najserdeczniejsi. Gdy są szczęśliwi lub gdy się lękają, sługom z tém najlepiéj; gdy się nudzą i ziewają, są najciężsi. Pamela czuła się w téj chwili panią i mentorką.
— Ale proszę pani — odezwała się śmiało — cóż to tak dziwnego? Na naszych drogach, naszemi końmi, w naszym kraju, nigdy z góry nietylko godziny, ale dnia nawet przybycia obrachować nie można... Jużciż przyjedzie z pewnością... może wreszcie...
— Czuć przecię powinien, że go tu niecierpliwie czekają, odparła hrabina. Co większa, przecięż jemu powinno być pilno... jemu! Ja mam żal do niego, że nie przyleciał pożyczywszy skrzydeł; on wie, jak pragnę, żeby pośpieszył.
— I zapewno się też śpieszy, odpowiedziała Pamela; ale to od tylu okoliczności zależy!
— Któraż godzina?
Sprawdzono na zegarkach godzinę, obrachowano na nowo odległość; okazało się, że Adam ledwieby mógł był przybyć śpiesząc bardzo.
Hrabina spojrzała na gościniec, i znowu gościńcem przesuwały się tylko wozy wieśniacze... nic więcéj... a tu każda chwila ze skarbu życia uchodzącego daremnie, tak była nieopłacona! tak droga!
Tymczasem na zachodzie blaski słoneczne znikały za gęstą warstwą chmur białych, które powoli coraz wyraźniéj przybierać zaczęły sino-ołowianą barwę, zwiastującą burzę. Na noc przygotowywała się wi-