Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Dola i niedola część I.djvu/311

Ta strona została uwierzytelniona.

303
DOLA I NIEDOLA.

— Anulku, powiedział jéj raz: nie przeniknione są sądy boże! Bóg za to skarał mnie może, żem ciebie miłował nie w Bogu, ale po ziemsku, miłością, jaka się téj ziemi i stworzeniu nie należy, tylko Jemu! Nie łudź mnie tém szczęściem, które na wieki straciliśmy...
I tak starzał szybko, że wkrótce o kiju zaczął chodzić, a nogami powlekał, i osiwiał jak gołąb, i zżółkł jak pergamin, i zobojętniał jak opoka... ale żył... modlitwą.
A! i Annie też patrzącéj na męczarnie, życie szło ciężko i łzami płynęło nieustannemi; ani się z nim rozmówić mogła, ani go przywieść do dawnéj swobody umysłu na chwilę. Baltazar mu czasem śpiewywał swe pieśni wojackie, smętne, poważne; słuchał ich wtedy i płakał, i prosił sam często, aby brat jeszcze nócił... a to było jego jedyną rozrywką.
Nieszczęście stryjecznego poszło staremu wojakowi na dolę, bo się sprowadził do Krzysztofa, zamieszkał na folwarku, i z owego myśliwca a próżniaka wyszedł na cale porządnego gospodarza, jakich mało. Wólka była w takim porządku, że nic się w niéj nie zmieniło od lepszych czasów. Trzeba jednak wyznać, że poczciwy sługa, cichy i niedojrzany Jermaszka, sierota wychowany przez Krzysztofa, gorliwie mu do tego dopomagał.
P. Baltazar ze strzelbą chodził na pole, często zająca przyniósł w trokach, borsuczéj torby nie zrzucał, a śpiewał ochotniéj niż dawniéj. I był teraz w tym domu głową i wodzem, bo starzy oboje tylko płakali.
Już z Dyogenesem, który się często gęsto ze swą skrzypką przywlókł, nie tak było dobrze p. Krzysztofowi; przyjmował go chętnie, ale jego wesołość raziła staruszka, a Kapustyński też niepowstrzymany był