Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Dola i niedola część I.djvu/369

Ta strona została uwierzytelniona.

361
DOLA I NIEDOLA.

Adam nie mógł nie poczuć téj roli upokarzającéj dla mężczyzny. Nosił on tytuł męża, spełniał jego rolę, ale mu nie wolno było sięgnąć po władzę mężowską. Zazdrosna do śmieszności hrabina, sama sobie pozwalała być zalotną, gdy jéj do tego przyszła ochota, ale najmniejsze ze strony męża zapytanie, mina, obudzały w niéj tylko śmiech pogardliwy. Odprawiała go, kazała mu przychodzić, wzywała do siebie lub nie dopuszczała jak się jéj podobało.
Z jego strony najmniejsze opóźnienie w mieście, trochę swobodniejszy ruch, wywoływały sarkazmy, wymówki, kilkodniowe milczenie i innego rodzaju delikatne prześladowania.
W ogóle starała mu się życie uczynić znośném, ale pragnęła by je wiódł posłusznie, wedle zakreślonego przez nią planu, i wyrzekł się własnéj woli. Wszystko aż do stroju, jaki miał włożyć, aż do ksiąg, które miał czytać, do ludzi, z którymi bliżéj się mógł związać, było mu wyznaczone; niekiedy nawet, jakby dla wypróbowania, pytała go o zdanie sprawy z zadanéj mu lekcyi.
Adam czasém się też probował zerwać z tego łańcucha, ale do niego powracał, bo gdy chciała, umiała go zręczna pani upieścić, ukołysać i zniecierpliwiony umysł uśmierzyć, trochę obudzić namiętność, podraźnić dumę, odegrać nawet miłość jakąś w swoim rodzaju zapalczywą i działającą jeśli nie na serce, to na młode zmysły.
Była to kobieta z doświadczeniem, z głową, bez serca wprawdzie, ale rozumna i zręczna. Życie z pierwszym mężem posłużyło jéj wielce do wprowadzenia drugiego; okuła go powoli, delikatnie, i robiła z nim co chciała.