Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Dola i niedola część II.djvu/140

Ta strona została uwierzytelniona.

132
WYBÓR PISM J. I. KRASZEWSKIEGO.

łam ofiar z méj strony... ale nadaremnie. Ty wiesz moja droga, jak często w małżeństwie zawodzone bywamy...
— A! któż tego nie wie!
— No! rzecz bardzo prosta, trafiło się nam co się trafia mnóztwu innym. Zostajemy dobrymi przyjaciołmi, nie mogąc być dobrymi małżonkami.
— Ty to mówisz tak chłodno!
— Z zupełną rezygnacyą, odparła uśmiechając się Krystyna. Cóż chcesz? to nasz chleb powszedni. Wątpię, czy raz trzeci narażę się na próbę, która mi się po dwakroć tak nie powiodła. Mam już tego wszystkiego dosyć. Jestem znowu swobodną, panią méj woli, i taką chcę pozostać.
— No, a kasztelan? Czy to jakie miłostki? spytała ostrożnie p. de Rive.
— O! nie! to człowiek marmurowy, zimny... Nie wiem co z sobą pocznie, nie pytałam go, il n’a qu’à s’arranger comme il voudra. Sądzę, że go któraś weźmie; życzę jéj szczęścia.
Mówiła to tak swobodnie, tak zimno, że się de Rive pod tą zasłoną nieprzejrzystą nie mogła nawet domyślić ukrytego dramatu. Krystyna umiała pokryć głęboką boleść i chęć zemsty jak najumiejętniéj odegraną obojętnością. Nie zaspokoiła się tém wszakże indagatorka i rozpoczęła na nowo ubolewania.
— O! ci mężczyźni — rzekła — ci mężczyźni! Jest to ród przebrzydły. Zawsze z nimi toż samo: wieczne zawody i cierpienia... Pewna jestem prawie, że pan Adam...
— Ani gorszy ani lepszy od innych! przerwała Krystyna. Nie mówmy już o tém. Ludzie, jak słyszę, bardzo się o nasz los troszczą, dziwnie są ciekawi...