Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Dola i niedola część II.djvu/199

Ta strona została uwierzytelniona.

191
DOLA I NIEDOLA.

ale słowo szlacheckie, niewielem ja silniejszy od WPana! wierzaj mi. Jak ty, nie mam przyjaciół; jak ty, otoczony jestem niechętnymi. Czegoż chcesz odemnie?
— WKMość słowem jedném położyć możesz koniec temu prześladowaniu.
— Ja? ja?... i znowu król się uśmiechnął spuszczając głowę na piersi — ja? Widać kochany kasztelanie, żeś nowicyusz na dworze... Cóż ja mogę? Wszyscy są mocniejsi nademnie; a rodzina, którą sobie naraziłeś...
Tu król zatrzymał się nieco.
— N. Panie, właśnie przeciwko téj rodzinie opieki twéj się dopraszam.
— Ale cóż ja mogę! co ja mogę! powtórzył Stanisław August, wstając i poczynając się przechadzać po balkonie. Patrz WPan tylko nieuprzedzonemi oczyma, co mnie otacza? kto mi daje siłę? kto jest za mną? Kilku poczciwych ludzi, ale myślących żal się Boże, nietyle o mnie co o sobie, nietyle o kraju co o sobie. Podparł mnie kto kiedy szczerze? Proszono mnie o wiele, nikt nie był dla mnie przyjacielem prawdziwym.
— N. Panie, moja wdzięczność... przebąknął kasztelan.
Król spojrzał na niego tylko, jakby mu dawał czuć, że tu wcale nie o nim i jemu podobnych mowa, i ciągnął daléj:
— Co ja mogę! co ja mogę!
— Słowo królewskie N. Panie — rzekł p. Adam — będzie miało wielkie znaczenie, wstawienie się twoje. N. Panie, gdybyś przyjął ofiarę ubogą, gotów jestem życie na usługi WKMości poświęcić.
Król znowu spojrzał na niego milczący.
— Nie gardzę wcale ofiarą dobrego serca WMoś-