Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Dola i niedola część II.djvu/202

Ta strona została uwierzytelniona.

194
WYBÓR PISM J. I. KRASZEWSKIEGO.

trafimy, ale pomyślimy... spróbujemy... Zechceszże WMość pamiętać mi to przynajmniéj, żem go chciał ratować?
— Życie moje składam u stop WKMości.
— Stój, stój, panie kasztelanie. Formułę tę słyszałem niejeden raz od tych, co mnie późniéj poświęcili przy pierwszém niebezpieczeństwie... Powiedz lepiéj, że mi dasz w potrzebie poczciwe słowo i rękę, na któréjbym się mógł oprzeć... to wolę... Bez egzageracyi! Jutro przyjdź WPan do mnie — rzekł w końcu.
Właśnie odchodził od króla pan Adam, zmieszany i smutny, gdy ujrzał karetę żony zataczającą się przed małą bramę zamkową. Lokaj pobiegł do znanych sobie dworaków, aby swéj pani wyjednać chwilę posłuchania na osobności.
Na wschodach skrzyżowali się z sobą: kobieta, w któréj oczach pałała nienawiść, i mężczyzna, na którego twarzy widać było obawę, zniechęcenie i upadek ducha. Tryumfująco uśmiechnęła się, spoglądając wzgardliwie na niego. Zdawało się przez chwilę, że się zatrzyma, jakby słowem jakiémś, niby policzkiem chciała go uderzyć; lecz potém nagle odwróciła się niby go widzieć nie chcąc, i nie oddała mu nawet skinieniem ukłonu, którym ją przywitał.
Pan Adam zbladły, gniewny, zszedł powoli i odjechał do domu. Tymczasem drzwi gabinetu otworzyły się dla pani, a Stanisław August, któregośmy widzieli przed chwilą zafrasowanym i smutnym, witał ją z galanteryą młodzieńczą, blady, ale uśmiechnięty, na pozór wesoły i swobodny.
W obyczaju wieku była zalotność płci obu. Nieprzyjaciele nawet umizgali się do siebie w przerwach wojny zaciętéj. Ten rodzaj pochlebstwa był oznaką