Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Dola i niedola część II.djvu/214

Ta strona została uwierzytelniona.

206
WYBÓR PISM J. I. KRASZEWSKIEGO.

go zmiana twarzy Julii, rozgorączkowanie jéj, czerwoność, głos ochrypły i niepokój malujący się w oczach zaognionych.
— Jestem jakoś chora... odezwała się, siadając z dala. Chciałam cię widzieć koniecznie; jakieś przeczucie, obawa odejmuje mi siły; sama nie wiem dla czego przerażam się tem niezdrowiem... O! nie idzie mi o życie, dawno mi ono cięży; ale potrzebuję żyć, aby walczyć z tą kobietą...
Adam wziął ją za rękę chcąc pocałować, ona mu ją wyrwała.
— Któż wie — rzekła — może to co zaraźliwego: nie dotykaj mnie, nie zbliżaj się do mnie...
I pochwyciła się za głowę, w któréj coraz większy ból czuła.
— Widziałam się z nią, rzekła: nie ma co spodziewać się od niéj przebaczenia i zgody; trzeba stanąć do nierównéj walki, staniemy. Wyznałam jej, żem sama tylko winna: nic to nie pomogło, ona pragnie zemsty... Należałoby może, abyś się z jéj oczu na jakiś czas usunął; ten gniew się uśmierzy wiele się rzeczy zapomina... Jedź za granicę... unikniemy zemsty... Wrócisz, gdy inne uczucie w jéj piersi ten szał zastąpi...
— Ale dokądże się udam? spytał kasztelan.
— Nie wiem, jedź dokąd chcesz, choćby na wieś... za granicę, gdziekolwiek... gdzie zamarzysz. Trzeba uciekać. Ani ty, ani ja, ani my wszyscy razem nie podołamy téj kobiecie. To furya zemsty...
Mówiła to Julia przerywanym głosem, chwytając za skronie, przerażona gwałtownie wzrastającém cierpieniem. Adam się także przestraszył: ostatnią opiekę, jaką miał, mógł utracić. Nie tyle miłość co obawa