Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Dola i niedola część II.djvu/305

Ta strona została uwierzytelniona.

297
DOLA I NIEDOLA.

przysłano po niego. Czekał tylko téj chwili; przeżegnawszy się, wszedł do jéj pokoju.
— No, mój kochany Baltazarze — rzekła — dom dla pana kasztelana się kończy; dziś, jutro, aniołowie gotowy dach przyniosą i postawią. Niezadługo i on będzie.
— A! bratowo dobrodziejko! zmienionym głosem rzekł Baltazar. Bardzo to być może, ale on podobno przybędzie sam... Słychać, że na świecie go tam jakieś kłopoty spotkały, i powraca dosyć biedny.
— Co ci się śni! rozśmiała się Krzysztofowa. On biedny? Jak możesz takim plotkom ludzi niechętnych dawać wiarę? Jak Adamowi może być źle na świecie? dla czego? Wstydź się! on pan, magnat, ulubieniec króla!
— Aleć to, bratowo, ta łaska i to szczęście na pstrym koniu jeździ.
— No! no! już się ty o niego nie obawiaj; da on sobie radę.
— Obawiać się nie ma czego — rzekł Baltazar — boć to wszystko w ręku bożych. A choćby i biednym był, to go tu przytulimy.
— Ale co mi WPan prawisz o jakiéjś tam biedzie! ofuknęła Krzysztofowa. Co to jest? dodała z gniewem widocznym — zkąd te plotki do waszmości doszły? kto ci niemi głowę nabił? Wstydź się! to jakieś złych ludzi szczekania.
— Powiem więc bratowéj, że ja coś więcéj niż gawędy słyszałem — rzekł Baltazar — bom sam pana Adama widział.
— Gdzie? co? kiedy? porywając się, zawołała staruszka.
— Muszę już wyznać prawdę: on przybył i jest tu od wczoraj — jest tu....
Pani Krzysztofowa pobladła, ale szybko dodała: