Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Dola i niedola część II.djvu/306

Ta strona została uwierzytelniona.

298
WYBÓR PISM J. I. KRASZEWSKIEGO.

— Gdzież konie? ludzie? dwór?
— Co tu mówić już o ludziach, dworze i koniach! Przywlekli się obaj pieszo z Jermaszką; on mizerny i chory...
— Ale co się waszmości śni! oburzyła się staruszka, i krzyknęła: To bajki! to wierutne bajki!
W téj chwili właśnie gdy to wymawiała, otwarły się drzwi, i pan Adam się ukazał.
Matka patrzała na niego długo, długo, ale zupełnie obojętnie. Było widoczne, że wyobraźnia jéj śniła innego syna, i że ten biedny, blady, znękany, ubogo odziany człowiek, nie był wcale do tamtego we snach długich widzianego podobny.
Pan Adam powoli począł się zbliżać.
— Któż to taki? spytała zimno Krzysztofowa.
— To ja, to ja, matko! rzekł kasztelan.
Ale i głos go jéj nie przypominał.
— Któż to, ten ja? zacinając usta, odezwała się, odsuwając z krzesłem wdowa. Kto to, ten ja?
— Adam twój!
Milczenie trwało kilka sekund. Krzysztofowa mierzyła go zimno oczyma, z pogardą prawie, i kiwała głową.
— Mój panie! rzekła w końcu: to jest prawdziwie albo bezwstyd niepojęty, albo żarcik bardzo głupi... Między waćpanem a synem moim panem kasztelanem, nie ma nawet najmniejszego podobieństwa... Takie szalbierstwo udać się nie może. Prawda, że go nie widziałam od dawna, ale serce matki pozna i poczuje dziecię swoje... Jeżeli waćpan żądasz jakiéj pomocy, jałmużny, to mu się da; ale proszę tu nie przybierać wcale tych fałszywych pozorów, bo się mogę pogniewać. Syn mój jest wielkim panem,