Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Dola i niedola część II.djvu/308

Ta strona została uwierzytelniona.

300
WYBÓR PISM J. I. KRASZEWSKIEGO.

tego pana, co całemu światu głowę zawraca! Co wy mi pleciecie!
To rzekłszy, żywo do ogrodu odeszła z kluczami.
Wrażenie, jakie ta przykra scena uczyniła na przytomnych jéj, szczególniéj na samym kasztelanie, nie daje się opisać. On jeden nie był uprzedzony o stanie matki, dla niego wydało się to niepojętą, ale sprawiedliwą karą bożą. Gdy pani Krzysztofowa oddaliła się, pozostał jak wkuty w ziemię, nie wiedząc co począć z sobą. Nalegać na nieszczęśliwą nie było podobna; trzeba było wszystko zostawić czasowi.
Baltazar starał się dla pocieszenia go wmówić w kasztelana, że inne usposobienie powoli przyjść musi, ale odzywał się do słupa; pan Adam nie słyszał nic, nie widział. Nie rzekłszy słowa, dał się uprowadzić Jermaszce, który sam rozpłakany, nie znajdował wyrazów, by mu jego cierpienie osłodzić. Jeszcze nie byli w dziedzińcu, gdy pani Krzysztofowa przez służącą kazała do siebie przywołać Jermaszkę.
Biedne człeczysko z jakąś nadzieją pobiegł raczéj niż poszedł do pani. Zastał ją z twarzą surową, siedzącą na kłodzie przy budującym się domku.
— Cóż to tam za komedyę gracie ze mną? po co ty do niéj należysz? odezwała się do niego surowo pani Krzysztofowa.
— Pani! rzekł powoli sługa: na nieszczęście, to nie jest komedya, to nie udanie, to szczera prawda.... Nikt to inny, tylko twój syn, pani moja; ale syn nieszczęśliwy, wygnaniec biedny, bannita... Tyś go się spodziewała ujrzeć inaczéj, ale Bóg tak chciał... Cóż my poradzimy przeciwko woli Jego? Czyż możesz go pani nie poznać?
Pani Krzysztofowa aż wstała na te słowa.