Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Dola i niedola część II.djvu/331

Ta strona została uwierzytelniona.

323
DOLA I NIEDOLA.

męża i syna, ale nie tryumfujących i szczęśliwych w orszaku dworzan, ze świtą, tylko prześladowanych, gonionych i ściganych przez nieprzyjaciół. Ksiądz, który pozostał na noc na wielkie i usilne prośby pana Baltazara, wezwany około drugiéj po północy przez samą panię Krzysztofową, pośpieszył z modlitwą, która się zmieniła wkrótce na nabożeństwo przy konających i zakończył ją Anioł Pański...
Świtało, gdy z uśmiechem na ustach, pytając o męża i syna, staruszka Bogu oddała ducha.
Leżała już z krzyżykiem w dłoni, na tapczaniku, gdy wózek się zatoczył i kasztelan nadjechał.
Nikogo nie zastawszy w ganku, wszedł do izby pierwszéj, i z progu ujrzał głową do obrazu Chrystusa zwrócone ciało, przy którém kilka świec jarzęcych płonęło, a ksiądz stojący w komeżce i stule czytał nad niém modlitwy.
Pochylił się p. Adam i padł jak stał w progu na kolana; przybył za późno po ostatnie błogosławieństwo matki, ale mógł choć twarz jéj, uświęconą wyrazem spokoju, jaki wkłada śmierć na ludzkie oblicze, zobaczyć raz jeszcze.
Dziwna rzecz, że rysy, które choroba tak szybko była zmieniła i uczyniła blademi, wyniszczonemi, zgon znowu przywrócił do pierwotnego stanu, do pogody anielskiéj, ubrał je w uśmiech, otoczył aureolą męczeńską. Nie było na niém śladu cierpień; był wyraz błogiego spoczynku jakby po ciężkim znoju; zdawała się spać lekko i marzyć błogo.
W chwili gdy p. kasztelan upadł na kolana w progu, szmer się zrobił jakiś, kilku ludzi niepozornych weszło w ganek, kilkunastu otoczyło domowstwo. Pan Baltazar przerażony postrzegł, że pachołkowie za-