Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Dola i niedola część II.djvu/335

Ta strona została uwierzytelniona.

327
DOLA I NIEDOLA.

scowych; mieli dla niéj duchowni obowiązki dawne: choć ze wstrętem więc musieli uledz naciskowi, ustępując na więzienie komnaty z dawna niezajętéj, opustoszałéj, ale położeniem swém warownéj, z któréj więźniowi wymknąć się nie było łatwo. Sam klasztor w pośrodku miasta, od przypadkowéj napaści i gwałtownego odbicia bezpieczniejszy był niż inne miejsca ustronne. Wszystko zdawało się zręcznie, za wczasu obmyślane; szeptano nawet z cicha między mieszczany, że kata umyślnie pocztowemi końmi sprowadzono z Warszawy (co było dotąd bajką), że urząd ujęto i z wykonaniem wyroku nie miano się ociągać, aby nie dać czasu do starań i zabiegów rodziny O...., która dla uniknienia wstydu, jaki na nią też spadał, mogłaby ująć się za imiennika swego.
Gdy z jednéj strony stała mściwa i nieubłagana kobieta, chcąca się pozbyć człowieka nienawistnego, mająca za sobą całą rodzinę swą w kraju prawie wszechmocną wpływami i stosunkami, — z drugiéj stał on sam, opuszczony od wszystkich, nie mając za sobą nikogo prócz kilku ubogich krewnych. Jedno imię, które nosił, słabą czyniło nadzieję, że familia, co je z nim dzieliła, cośby dla niego mogła uczynić. Na nieszczęście składała się ona podówczas z kasztelana, którego znamy, zdziecinniałego i umiejącego tylko kłaść pasyans i słuchać dworskich plotek, — z dwóch jego synowców, zbyt młodych, by jakie znaczenie mieć mogli, obu zresztą żyjących za granicą, — nareszcie ze starego bardzo stryja, pana wojewody, który liczył już lat dziewięćdziesiąt kilka wieku, i z łóżka przechodził tylko na krzesło, a z krzesła na łóżko. Obrońców więc honoru imienia prawie nie było, gdy wrogowie liczyli się na seciny.