Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Dola i niedola część II.djvu/337

Ta strona została uwierzytelniona.

329
DOLA I NIEDOLA.

o jednego człowieka, ale o całą szlachtę drobną, skrzywdzoną tą procedurą wyjątkową i doraźną w jego osobie.
W zajezdnym domu oczyszczono stajnię, i przybrawszy ją w gałęzie sosnowe, posypawszy piaskiem podłogę, urządzono stypę pogrzebową. Gospodarzyli na niéj Baltazar i Kasper, ugaszczając jak mogli i umieli panów braci. Ale wkrótce dla pilnéj potrzeby Baltazar odjechał do Brześcia, a Melchior go zastąpił przy téj smutnéj uczcie. Potrzeba było stać na straży, aby wyroku nie spełniono nagle... dla tego jeden być musiał w Brześciu i czuwać, gdy drudzy naradzali się co daléj począć, i kilku zaraz wysłano na trakty różne dla pilnowania, aby mistrz, którego wieźć miano z Lublina lub Warszawy, nie był dopuszczony do Brześcia.
Popłakawszy nad nieszczęśliwą Krzysztofową, oddawszy słuszną cześć zacnemu jéj mężowi, szlachta wzięła się na seryo do rady, co począć, aby egzekucyi dekretu nie dopuścić.
Najstarszy wiekiem, najpowszechniéj szanowany JMPan starosta Hański, prosił tedy o głos w sprawie i otrzymał go. Uciszyli się wszyscy. Wstał poważnie kłaniając się do koła, pogładził wąsa, odchrząknął, i tak rzecz wytoczył:
— Miłościwi panowie a bracia! Smutny nas tu obrząd sprowadza, ale smutniejszy jest jeszcze los syna téj nieszczęsnéj matki, którąśmy na ramionach naszych na wieczny spoczynek odnieśli. Nie będę się rozszerzał nad nim i żywotem jego, rzecz to wedle mnie podrzędna. To pewna, że na haniebną karę główną nie zasłużył, że dekret na niego ferowano pod naciskiem familii możnéj, zaocznie, i sądzono go niespra-