Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Dola i niedola część II.djvu/359

Ta strona została uwierzytelniona.

351
DOLA I NIEDOLA.

mknął je chwilowo, wysunął się z pod kobierca, i pobiegł do pana drzemiącego na krześle.
— Paniczu! zawołał, po dawnemu go zowiąc: chodźcie, oto już wszystko gotowe! Osłońcie się moją opończą... i ruszajcie.
Pan Adam popatrzał na niego, jakby nie słyszał.
— A gdzie? po co i na co będę uciekał? rzekł powoli. Albo mi to życie miłe! Gdzie się schronię, kędyby mnie zemsta téj kobiety nie ścigała? Co pocznę? Lepiéj już raz ginąć, niżeli wlec takie życie!.. Daj mi pokój poczciwy sługo, niech łeb zetną i krwią się nasycą!...
Jermaszce aż włosy kołem stanęły na głowie. Czas był krótki, śpieszyć się należało, a kasztelan obojętny ani myślał się ruszyć.
— Na miłego Boga! panie! zawołał klękając przed nim: czy się to godzi samemu się gubić? czy się to godzi? Na cienie ojca i matki zaklinam pana, uchodź! uchodź!... Uczynisz z sobą co zechcesz, ale życie potrzeba ocalić.
Nierychło kasztelan dał się namówić na to, by wdział opończę sługi, i dziurą w murze wyszedł w korytarz. Rozpowiedział mu dobrze Jermaszka jak ma iść i kędy, aby do szlachty trafił, i gdzie go Baltazar z drugimi oczekiwać będzie; chciał bowiem sam pozostać w więzieniu, ażeby dłużéj straże zwodzić i nie dać popłochu, aby za nim nie goniono.
Jakoś przecię odżył nieco pan Adam, ścisnął dłoń sługi, i orzeźwiony wysunął się w korytarz. Nie miał jednak dosyć energii i pragnienia życia, aby się bardzo w ucieczce troskać o jéj powodzenie; powlókł się prawie obojętnie... Jermaszka tymczasem co rychléj drzwi na nowo umocował, cegły jako tako pozakładał,