Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Dola i niedola część II.djvu/98

Ta strona została uwierzytelniona.

90
WYBÓR PISM J. I. KRASZEWSKIEGO.

Ten, którego dawniéj znała Julia zdrowym i młodym, pan cześnik, równie ciężko mówił jak stał o swéj sile; słowa z ust jego wychodziły poprzedzane bełkotaniem, niewyraźne, jakby je co wewnątrz zatrzymywało. Naówczas oczy i tak wypukłe otwierał jeszcze bardziéj z wysilenia, głowa zaczynała się trząść mocniéj, ręce dygotały i nogi nawet zdawały się chcieć pracować na wydobycie głosu, który nareszcie odzywał się stłumiony, niewyraźny i nierówny. Cześnik nie mówił, ale wybuchał: wyrazy to się rzucały szybko, to jakby grzęzły w gardle, i dopiero gdy się tam coś odetknęło, wychodziły jak płyn wzburzony z butelki nagle otworzonéj. Rozmowa z tym biednym była dla niego i dla słuchacza męczarnią.
— Ale siadajże cześniku, nie możesz stać: proszę cię, siądź — odezwała się Julia nalegając.
Za chorym starcem stał wyrostek lat dziesięciu. Obejrzał się cześnik, bo bez jego pomocy ani wstać, ani usiąśćby nie potrafił; dał mu znak, ażeby go posadził, i z pomocą tą padł w wielki swój fotel wyduszony i otłuszczony kilkoletniém siedzeniem. Ten mały ruch już go zmęczył, zakaszlał się, zadychał, łzy mu z oczu pobiegły, musiał się otrzeć. Dał potém znak chłopcu, aby odszedł, co też tamten jak najprędzéj spełnił, rad, że się choć na chwilę na swobodę wyrwie.
— Jakże mi też pana żal! mówiła Julia.
— Ale ja — rzekł uderzając ręką po krawędzi krzesła cześnik — nie jestem tak chory, siły czuję, i gdyby nie te nożyska przeklęte, jeszczebym poszedł tańcować.
Julia się uśmiechnęła.
— Tatar, który mnie leczy, powiada, że na przyszłą