Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Dwa a dwa cztery.djvu/117

Ta strona została uwierzytelniona.

sobą. Wnętrze tego schowania pełném było papierów i rulonów, które właściciel przeliczył starannie i na bok odłożył, a wziąwszy później papier jakiś przeczytał go, spuścił głowę na piersi, westchnął parę razy i szczęśliwie usnął.
Gdy się w godzinę obudził i przetarł oczy, napróżno szukał rulonów z pieniędzmi, które przed nim leżały, były one do ostatniego sprzątnione, i jeden tylko papier, łzami przez sen wylanemi zmoczony pozostał mu w ręku jeszcze — drzwi były otwarte i wiatr zimny świszczał po kątach.