Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Historja o bladej dziewczynce z pod Ostrej-Bramy.djvu/84

Ta strona została uwierzytelniona.

widzę, ja czuję, jabym tam była tobie ciężarem, tybyś się mnie wstydził, jabym była śmieszna! Dla ciebie świat ma jeszcze tyle obietnic, tyle nadziei, i tyś bogaty, dobrze wychowany, młody, miałżebyś skończyć na tem, co i ja i ludzie nazwą szaleństwem młodości?
— I ty mogłabyś tem imieniem nazwać naszą świętą miłość?
— O! z innego świata, inaczejbym ją widziała, innem może nazwała imieniem, z naszego, tutejszego, jakże ją nazwać, proszę! Może, gdy kiedyś w niebie, tam będziemy, wyda się ona piękną i szlachetną, ale na to potrzeba, — dodała z westchnieniem, — aby się skończyła jak zaczęła... ofiarą.

XVII.

Późno wieczorem Edward odszedł zamyślony, mimowolnie uderzyły go pełne trafności, rozsądku i uczucia słowa Julki, która teraz jeszcze mu się wyższą, jeszcze wydała cudowniejszą istotą. Przywiązanie jednak ku niej zbijało wszystko, co przeciw niestosownemu związkowi powiedzieć było można. Ufał też że Julja da się w końcu przekonać i nakłonić.
— Na Boga, — rzekł do siebie po chwili rozmysłu, — gdybym to co się zemną od roku dzieje, jednemu z moich przyjaciół powierzył, myślałby żem oszalał, albo przez sen bredzę! A jednak to wszystko stało się i dzieje!
I miał słuszność, bo ze zwykłego stanowiska uważana, dla tych którzy nie wierzą w cnotę, w ofiary, w egzaltacją poetyczną, jego historja wydałaby się bajką z Tysiąca Nocy. Słyszałże kto o czem podobnem dzisiaj,