Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Jasełka Cz.1.djvu/241

Ta strona została uwierzytelniona.

235
JASEŁKA.

ło, zawsze jeszcze spodziewała się i miłości i przyszłości jakiéjś, ufając w to, że serce ma bardzo młode.
Zaślubiona nader wcześnie półkownikowi Zborskiemu, który był stary, gruby, ale bardzo bogaty, miała tylko jednego syna, gdzieś daleko w nieznanych wychowującego się krajach, i przez niektórych uważanego za mythus. Ten jednak nigdy się nie pokazywał, nie mówiono nawet o nim przez grzeczność; a sama zawsze półkownikowa w nadziei połączenia losu swego z człowiekiem wedle serca wybranym, oczekiwała go, przedłużając młodość jak mogła.
Nie będziemy wcale pochlebiali, kreśląc obraz półkownikowéj. Po cichu powiemy nawet: że była troszeczkę ospowata; że oczka miała szare, maleńkie; włosy barwy niepewnéj i nieobfite, co zresztą kunszt fryzyerski umiał cudownie pokrywać przed światem; cerę bladą i od dawna nieodznaczającą się świeżością. Ale choć natura odmówiła jéj wielu wdzięków, które hojnie często szafuje lada komu, nawet prostym dziewczętom, — półkownikowa sztuką umiała zastępować wyrządzone sobie krzywdy. Większéj nad nią elegantki nie było na kraj cały; nikt dobrańszemi nie zlewał się woniami, jaskrawszych nie nosił kapeluszy z piórami, kwiatami, koronkami i wstęgami, większéj ilości bransolet nie dźwigał, i pilniéj z zagranicą w rzeczach mody nie korrespondował.
Starając się uchodzącą młodość przedłużyć, Amelia mówiła młodo, uśmiechała się młodo, chodziła, marzyła, wzdychała młodo i dziewiczo, Sławy jéj nic nigdy nie tknęło, choć dom zawsze miała pełny, a grzeczność jéj i uprzejmość zwabiały mnóztwo gości. Ale kochana i lubiona półkownikowa tak była nieszczęśli-