Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Jasełka Cz.1.djvu/323

Ta strona została uwierzytelniona.

317
JASEŁKA.

żemy bryczką podjechać pod samą pasiekę, w któréj jest syn twój; daléj przejdziemy piechotą.
— Pieszo, bryczką, jak chcecie, aby prędzéj, aby prędzéj! odezwał się chwytając hrabia, który wsparty na lasce, słowa nie mówiąc, śpieszył za swym przewodnikiem.
Wieczór już był, gdy się do pasieki zbliżali. Janek a raczéj Juraś (bo tak dawniéj go nazywano) usnął był znużony na posłaniu z siana w ubogiéj chacie.
Wcisnęli się powoli do pasieki przez ogródek, i Otto wiodąc za sobą niecierpliwego ojca, wszedł po cichu do jedynéj przyciemnionéj izby, w któréj Juraś spoczywał głębokim snem ujęty.
Stary, który się stawał coraz bledszy, któremu oddechu brakło, który się mieszał, wstrzymywał, śpieszył i znowu cofał, jakby z jakiéjś bojaźni, rad był, gdy ujrzał dziecko swe uśpione. Miał czas ochłonąć i przyjść do siebie.
Szmer otwierających się drzwi i wchodzących osób nie obudził Jurasia. Piękne rysy jego, oblane spokojem, otoczone jasnych włosów puklami, ciało męzkiéj i silnéj budowy, przypominające dawnych średniowiecznych rycerzy, wpadły w oczy hrabiemu, który stanął i zapatrzył się na syna, a łzy po bladéj popłynęły mu twarzy. Otto milczał, z obawą oczekując przebudzenia, usiłując wyczytać ze starca, co pocznie i jak przemówi do dziecka.
Długą chwilę spoczywał tak Juraś, potém lekko drgnął, powiódł ręką po białém czole, otworzył oczy, i ujrzawszy ojca przed sobą, osłupiał. Zerwał się na pół, patrząc i niedowierzając jeszcze: sen to czy jawa?
— To ja jestem, dziecko moje... rzekł wreszcie ci-