Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Jasełka Cz.1.djvu/332

Ta strona została uwierzytelniona.

326
WYBÓR PISM J. I. KRASZEWSKIEGO.

jéj okazać, czego nikt zrozumieć nie mógł. Potém płakał, a łzy te niezrozumiałe nikomu, płynąc cichym strumieniem po twarzy dziwnie skrzywionéj boleścią, przejmowały nieopisaną litością przytomnych.
Paweł siedział u nóg pana, i całując je, płakał też rzewnie; chwilami wyrywały mu się jakby szmery przeklęctwa, to znów rozpływały się we łzach i jęku.
Juraś służył staremu jak dziecię pokorne. O południu coraz gorzéj być poczęło. Zjechali się wezwani lekarze, użyto wszelkich środków w takich razach wskazanych, ale czy je stosowano nietrafnie, czy użyto za późno, nie poskutkowały wcale. Śmierć widocznie zbliżała się co chwila; siły opuszczały starego; senność, ten poprzednik śmierci i zwiastun jéj litościwy, kleiła naciskając ołowiem powieki, które z wysiłkiem otwierały się na chwilę i znowu na długo zamykały.
Ciężkich tych godzin, które się wlokły opieszale u łoża konającego, opisywać nie będziemy. Któż z nas w życiu nie był świadkiem śmierci ukochanych i nie konał choć raz powoli z umierającym, który część jego życia, wspomnień, nadziei, unosił z sobą w kraj mogił i duchów milczący?
Około północy głębiéj usnął Herman, ale by się już nie przebudzić więcéj. Paweł postrzegł to pierwszy i zapalił gromnicę; ale gdy hrabina pośpieszyła z modlitwą i księdzem, już dusza biednego człowieka była na lepszym świecie...


W tydzień po opisanych wypadkach, Juraś, teraz już hrabia Jerzy Góra, z Robowa, dokąd po śmierci i po-