Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Jasełka Cz.1.djvu/384

Ta strona została uwierzytelniona.

378
WYBÓR PISM J. I. KRASZEWSKIEGO.

Juraś wyszedłszy, spojrzał i poznał, że takie stworzenie go nie rozłamie, ani zamarłych sił w nim obudzi.
— Pokażcie mi stadninę, rzekł po chwili.
— Wypędzić konie w dziedziniec! rozległy się głosy. — I parobcy pobiegli cwałem, a w kwadrans młodzież parskając i bijąc się przyleciała w skokach pod ganek.
— Czy siwy ten jeżdżony? spytał Jerzy, pokazując konika.
— No, tak... do wody — rzekł ekonom.
— Włożyć nań siodło i tręzlę...
Nie bez obawy i nie bez trudności rozkaz spełniono, a siwy choć się rwał i płoszył, musiał być posłuszny. We dwóch go przytrzymywali, gdy Juraś nań siadał, a gdy raz miał go w ręku, oparł się tylko o siodło, zebrał cugle, i z pośrodka stada ze zdumionéj gawiedzi, jak strzała groblą w świat poleciał. Koń i jeździec w jedno zda się zrośli ciało, obaj kopnęli niecierpliwie, szybko... tylko że ich widać na grobli, a za nimi kurzu tumanik, i nic już... Tłum stoi przerażony: nikt tu tak, nawet pastuszki na koniach nie jeżdżą. Myślano, że koń go rozniesie.
— Ależ jeździ! zawołał ekonom — to już można powiedzieć, że jeździ!
— A ja panu mówiłem, rzekł Lacyna: jemu ten gniady, to wół; co onby z nim robił! a do tego nieprzyzwoicie kłapouchy...
Radwanowicz stojąc z założonemi w tył rękoma, co żołądek jego sferyczny dobrze uwydatniało, pokiwał głową.
Eques — rzekł — eques! dosiadł Bucefała! i... drała... Aleksander Macedoński, zkąd zaraz bierze się Arystoteles, wypływa logika, polityka i inne tyki. Za