Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Jasełka Cz.1.djvu/391

Ta strona została uwierzytelniona.

385
JASEŁKA.

pastwę nędzy... Coś mu się da przecię. Herman przytém oczywiście skrzywdził mnie przy podziale ojcowizny; bo dla czegoż on bogaty, gdy ja się zaplątałem! To jasno, zdaje mi się.
— Mój drogi, on pracował i oszczędzał...
— A ja, tom marnotrawił i próżnował? Cóż to znowu za kobiece gadanie! oburzył się hrabia. Biorę to tylko, co mi się należy; a jemu jemu... się coś da!
— Na Boga! mój Rajmundzie drogi, to być nie może!
— Tak będzie, rzekł hrabia Potrzeba go zmusić, by pracował, złamać jego dumę, upokorzyć. Jeśli zechce mieć kawałek chleba, musi mnie słuchać: naówczas coś się mu obmyśli. Musi się poddać mojemu rozporządzeniu.
— Nie przeczę — odezwała się powoli hrabina, któréj serce biło żywo, ale wiedziała, że wprost sprzeciwiając się mężowi, tylko go w uporze umocni — nie przeczę, że zamiary twoje względem niego mogą być najlepsze, że myśl może być bardzo szczęśliwa. Ale zważ: to młody człowiek, już dorosły: możnaż się kusić o przerobienie go? Co ludzie powiedzą, gdy zagarniesz to, co się jemu należy?
— Co ludzie powiedzą? to mi wszystko jedno! Los jest sprawiedliwy: odzyskuję w ten sposób com pokrzywdzony utracił. Niech sobie gadają: ja biorę co moje.
— Co twoje! Rajmundzie! ty to swojém nazywasz?
— Nazywam: jest moje! odparł Rajmund dumnie, tego mnie uczyć nie będziesz, co jak mam mianować!
Hrabina spojrzała mu w oczy, a załzawione jéj źrenice błysnęły ogniem energii, jakiéj nigdy nie okazywała. Ujęła męża za rękę, i zaczęła powoli, ale z siłą: