Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Jasełka Cz.2.djvu/213

Ta strona została uwierzytelniona.

205
JASEŁKA.

nie wychodziła na chwilę, bała się wstać, aby ruch jéj nie był znakiem odjazdu.
— Kiedy ty do nas powrócisz? cicho szepnęła do Jerzego.
— Nie odjechałbym, gdyby można.
— A! pozostać ci nie wolno! Ludzie! matka twoja, potrzeba ci odjechać mój Jerzy... Jedź, dodała; ale wierz w serce siostry i myśl o mnie.
Ciche szeptanie oddaliło hrabinę.
— Mój Boże, rzekła do siebie w duchu; cóż te dzieci biedne złego mówić mogą? Może to chwila ostatnia... niech ją spędzą swobodnie.
Zaledwie matka odeszła, Lola powstała z kanapy.
— Jerzy, spytała: masz ty jaką obrączkę?
— Mam, jedną ojcowską, którą mi oddał przed skonaniem, wskazując mi, abym ją nosił.
— Ja mam tylko pierścionek z N. Panną. Jerzy, nam się potrzeba zaręczyć: ja będę potém spokojniejsza jeszcze; mówią, że zaręczyny tak są święte jak ślub. W obec Boga i aniołów zaręczam się z tobą, jeśli nie na życie, to na śmierć. Nie będziemy mężem i żoną, ale dwojgiem dusz poślubionych na wieki. Niech ta obrączka uprzytomnia nam przysięgę: weź Jerzy, ja biorę twoją...
I skłoniła białe czoło ku niemu, a szukając ust jéj, Jerzy znalazł na twarzy łzy gorące, które spił z pocałunkiem na wargach jéj drżących.
Wtém matka niespokojna weszła.
Trzeba się było rozstać i pożegnać. Lola sama teraz podała mu rękę, z uśmiechem uspokojenia.
— Mój Jerzy, odezwała się: oddalenie nic nie znaczy, możemy pisać do siebie; jedź, ja ci wierzę. Gdyby