Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Jasełka Cz.2.djvu/245

Ta strona została uwierzytelniona.

237
JASEŁKA.

ofiary i sny z przebudzeniem znikły jak mgły poranne!“ Z jednéj strony przybrana matka, z drugiéj ukochane dziewczę, daléj rodzice, starzy słudzy i przyjaciele, nad których losem czuwać było potrzeba: wszystko to trzymało w związku ze społeczeństwem, w konieczności pracy, podległości, czuwania...
Ale pojął, że to, co się poświęca światu i ludziom, płaci się serdeczną pociechą, i pierwszy raz zbliżając się do Horycy, zrozumiał rodzinę i słodycz domowéj strzechy... Tu nań czekano! było serce, oczy, co go wyglądały!
W miasteczku schwycił go ks. Mizerya na drodze, i uściskał, nie mówiąc słowa.
— A widzisz! przemówił po chwili: mizerye ludzkie — co to Pan Bóg robi! wielki z Niego majster! Wróciłeś do ojcowizny, będziesz się modlił w tym kościołku, który dziada twego pamięta, i jeszcze mi w tym roku każesz łąkę wykosić. Bo to ja koniki hoduję, a siano już grubieje; to szuwar, na nic potém, a ja robotnika nie dostanę. Proszę, proszę — a nim się kto zlituje i z kosą pójdzie, to drudzy już w stogi złożą.
— A! mój ojcze! i łąkę skosimy i odmienimy ją, jeśli zechcecie.
— O! już odmienimy! zawołał ks. Mizerya. Stój chłopcze! niech sobie i szuwar będzie, byle stary a mój: ja się z nim znam, a wy mi nowy dacie, to znów będzie sam hnidnik albo łoza. O nie! starych przyjaciół niepotrzeba mieniać. A co to ja tam na téj łące pacierzy namówiłem, a nakląłem grzeszną gębą w czasie słoty! Ale cię już nie wstrzymuję, dodał; jedź, jedź, czekają tam we dworze. Paweł ciągle, słyszę, wychodzi na wzwiady ku grobli i rusza ramionami, że