Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Jasełka Cz.2.djvu/252

Ta strona została uwierzytelniona.

244
WYBÓR PISM J. I. KRASZEWSKIEGO.

postrzegli domowi, widziała i ona; gdy więc zostali sam na sam, odezwała się:
— Nie śmiem cię badać, ale jako twoja przywiązana matka i przyjaciołka, chciałabym wiedzieć, z czém powracasz?
— Bez nadziei, ze smutkiem tylko, rzekł Jerzy — i z mocném postanowieniem wytrwania w uczuciu, które żyć musi we mnie do śmierci.
— Widziałeś Lolę?
— Widziałem ją chorą, biedną, znękaną, we łzach, i pożegnaliśmy się tak, jak na długą wieczność... przyrzekając sobie tylko wytrwanie...
— Jakże przyjęła cię matka?
— Smutnie; ją to przywiązanie przeraża: widzi w niém grzech i przeklęctwo...
— Wszak to są rzeczy, które przewidzieć było można z góry, które’m przeczuła, i dla których jakkolwiek mi tu dobrze i spokojnie, choć odwykłam od świata, ludzi i odwiedzin, muszę do nich pojechać...
Jerzy wstał wzruszony.
— Jak to? chciałabyś?
— Muszę pojechać: może i moje słowo coś potrafi, może uspokoi, może na inne naprowadzi myśli, pocieszy, złagodzi... Chcę widzieć twoją Lolę, pomówić z niemi, jak z rodziną mojego syna. Wprawdzie przyjdzie mi to ciężko, ale czegożbym nie zrobiła dla ciebie? Mam przeczucie, że ta podróż przyda się na coś... Zobaczę się z hrabiną, z hrabią nawet, z którym jeszcze mam resztki interesu przedaży, wezmę z sobą Żerebę... Nie trzeba zwlekać...
— A mnie nie weźmiesz? spytał Jerzy.
— Nie: ty nie pojedziesz, odpowiedziała panna