Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Jasełka Cz.2.djvu/262

Ta strona została uwierzytelniona.

254
WYBÓR PISM J. I. KRASZEWSKIEGO.

wracaj rychło, bo cię oczekiwać będziemy zsercem bijącém. Serce, cor, zkąd kordyalny i kord, i kordyaczny i opaczny!
— A niech tam pan Paweł mojego wyżła nakarmić pamięta! zawołał Lacyna.
Skinął, i konie ruszyły. Tyleście go widzieli.


Lola wciąż jeszcze była chora. Wstała wprawdzie z łóżeczka, ale blada, smutna, kaszląca i zmieniona, a troskliwość matki, wesołość poczciwego doktora, który ją swojemi żarcikami usiłował rozbudzić, nic na to nie pomagały. Z dniem każdym ślady trawiącego ją cierpienia stawały się widoczniejsze; biedna matka płakała w kątku, aby łez jéj swych nie pokazać, niepokojąc się tym stanem.
Często dni całe siadywała Lola w oknie i poglądała nieruchomemi oczyma na drzewa i lasy, nic nie widząc, jak zwykle ci, których dusza patrzy gdzieindziéj. Napróżno starano się ją rozerwać. Częste nawet odwiedziny Anety, która jakąś nadzwyczajną czułość i przyjaźń okazywała dla Loli, nietylko nie pomagały, ale stan ten zdawały się pogorszać jeszcze. Dostrzegła tego nawet matka, starała się unikać Anety; ale natrętnéj i wylanéj przyjaźni niepodobna czasem się uchronić bez niegrzeczności, która wiele kosztuje. Trzeba było znosić, a pod pozorem książek, zabawy, kwiatów, choroby, przywiązania, Aneta przyjeżdżała coraz częściéj, przesiadywała dłużéj, i nazajutrz na oczach Loli widoczniejsze były łez ślady.