Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Jasełka Cz.2.djvu/318

Ta strona została uwierzytelniona.

310
WYBÓR PISM J. I. KRASZEWSKIEGO.

i naiwna! ta tak jest wyuczona i wyegzaltowana na chłodno!
— Musisz się mylić, Jerzy; taką ci się może pod chwilowém wydała wrażeniem, gdyż wiele kobiet przez nieśmiałość przybiera ten ton fałszywy. Ja ją widziałam u hrabiny i podobała mi się bardzo... Znalazłam ją także prostą, otwartą, naturalną, rzewną, a taką śliczną i poważną!
— Nie wiem, mogłem się bardzo omylić, odpowiedział Jerzy. Prawda, że ją widziałem niewiele, i za każdym prawie razem inaczéj.
— To dowód, żeś jéj nie poznał, że z obawy i nieśmiałości nie wiedziała jak być...
Na tém skończyła się rozmowa na ten raz, wznawiana potém przez p. Izabellę, lecz zawsze jedną przyjmowana obojętnością przez Jerzego.
A czas powoli płynął i z nim życie. Dni gromadziły się jedne na drugie, zlatując jak liście jesienne... i nic już na pozór nie zmieniało się w Horycy...




Miało się już ku wiośnie, gdy znowu Maks jadący do Pińska zawrócił z drogi do Horycy i odwiedził starego przyjaciela Jurasia. Nigdy tu nie był jeszcze, i znalazł ten zapadły kąt kraju dosyć nudnym; ale że teraz starając się zostać obywatelem, aby zatrzeć swe pochodzenie artystyczne, musiał przejąć wszystkie upodobania nowego stanu, do których i myśliwstwo należało, więc unosił się nad lasami ogromnemi i doskonałém polowaniem. Zrobiono dla niego nazajutrz małe łowy, które się bardzo powiodły, i Maks wymógł wza-