Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Jasełka Cz.2.djvu/382

Ta strona została uwierzytelniona.

374
WYBÓR PISM J. I. KRASZEWSKIEGO.

— Ot, nie: żona chora, jakoś nie jestem usposobiony do towarzystwa... zostanę w domu.
Maks widocznie był w złym humorze. Coś tam między sąsiadami zajść musiało; lecz kto mieszka o granicę, często i woły w szkodzie zabrane, i ekonomowie, którzy się z sobą o lisią skórkę pokłócą, panów poróżnić mogą; nic więc nie było dziwnego.
Nie wiem czy przez odbicie, czy z innych powodów, Maks i dla Jerzego bardzo się okazał chłodnym.
Jerzy więcéj tym razem zwracał nań uwagi niż kiedy; nie uszło jego baczności, że w pokoju znalazł parę bilecików Anety, i parę pamiątek, które wprzód widział w jéj rękach, dziś przeszłych do Maksa.
To wszystko dziwnie mu się w głowie plątało z Lacyną, ze śmiercią posłańca, ze zgubą listu, i napawało go jakąś dziwną goryczą i gniewem razem.
— Wszak ty ostatniego wieczoru widziałeś, słyszę, tego biednego Lacynę? spytał Jerzy Maksa w końcu rozmowy. Powiedzże mi, jak ci się wydał? Ten człowiek, to wieczna moja zgryzota.
Na te słowa wyrzeczone bardzo spokojnie, Maks otworzył oczy, usta, zbladł straszliwie, zmieszał się widocznie i żywo mówić zaczął:
— Ja? w wieczór? kogo? Lacynę? tego, co się obwiesił? Ale ja go nie widziałem! Prawdziwie nic nie wiem; nie rozumiem co chcesz mówić.
Jerzy zamilkł.
— Taką rzeczą to musi być bajka, ale mi tak mówiono.
— Ale któż taką baśń mógł upleść?
— Zwyczajnie plotki! Ktoś, nie wiem już gdzie mi to powiadał, odparł obojętnie Jerzy, biorąc za czapkę do odjazdu. Nie pamiętam od kogo słyszałem.