Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Kamienica w Długim Rynku.djvu/232

Ta strona została uwierzytelniona.
— 225 —

— Stryju, rzekła mu po cichu... aloesy kwitną raz w sto lat, a przekwitnąwszy, usychają.
— To pewna że cię źle botaniki uczynili — rzekł Wiktor, pocałował ją w rękę i odszedł na stronę.
— Bracie Wiktorze, zawołał Jakub, wracaj do założenia. Z kim się chcesz żenić, mów śmiało, jesteśmy w kółku naszém, rodzinném.
— Dajże ty mi pokój! ja jeszcze nic nie wiem! rzekł Wiktor, chciałem tylko wypróbować jakie ta wiadomość uczyni na was wrażenie! Do ożenienia daleko, a w moich latach, gdybym popełnił omyłkę, byłaby — śmiertelną...



Panu Jakubowi potrzeba było nareszcie jechać do Londynu, ale z dnia na dzień jakoś odkładano tę podróż, — ojciec widział stan Klary i lękał się jéj saméj porzucić, chciał ją wprzódy widziéć nieco uspokojoną, zresztą żadne interesa nie nagliły. W mieście pogłoski były najrozmaitsze, utwierdziło się wszakże przekonanie, iż odziedziczyli oni spadek i że musiał być bardzo znaczny.
Co przewidywał pułkownik, co dla niego zwało się komedyą złota — ziściło się w rozmiarach nawet przechodzących oczekiwanie. Czarodziejska woń tego kruszcu wyjaśniała fizyognomie, łagodziła charaktery, usposabiała do nadzwyczajnéj grzeczności i względności dla Paparonów. Ci ludzie prawie po-