Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Kochajmy się.djvu/212

Ta strona została skorygowana.

— Ależ bo też szczególną sobie wybrałeś istotę do ubóstwienia, panie Stanisławie.
— Uroczą, cudowną....
— Nie postrzegłżeś, że urok i cuda były pożyczane i że ty tylko widziałeś je, gdy drudzy czytali artystyczną rolę — i zdala się trzymali, aby złudzenia nie stracić? Co ona winna? — Tyś winien!
— Ja?
— Żeś wierzył, żeś w prochu szukał djamentów, dla tego iż na chwilę słońce świeciło — Nie mówmy o tém, każdy z nas przeszedł przez podobne doświadczenia i odczarowania.... Aleś ty przecie poeta! w tobie jest iskra płonąca nie dla tego byś przy niej smażył pieczyste... lecz byś nią świecił twemu światu — Polsce. Polska męczeńska, Polska wyśmiana, Polska wyrzutek narodów, sierota w łachmanach oplwanych... czeka od ciebie spłacenia długu świętego. Jenjusz czy talent ona ci go dała, jej tchem on urósł i zmężniał; jej winieneś wejrzenie na świat inne niż mają narody szczęśliwe, jej winieneś szlachetną twą egzaltacją, wszystko co się nad tłum podnosi.... Powiedz mi coś zrobił dla niej?
— Nic — to prawda — rzekł Staś, ale cóż ja zrobić dla niej mogę?
— Świadczyć o jej duchu nieśmiertelnym, którego iskra w tobie mieszka....
Patrz, jakich dożyliśmy czasów... czy się dziadowie, czy ojcowie nasi spodziewać się ich kiedy mogli?... Własne dzieci wychodzą na kazalnice odziani sukniami kapłańskiemi wywoływać, że matka umarła i nie wsta-