Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Kordecki tom I.djvu/129

Ta strona została uwierzytelniona.

rzach zaraz domyślił się wódz, że mu jéj nie przynieśli.
— A cóż? spytał stanowczo, zdajecie się czy nie?
— Prosiemy cię panie, żebyś pamiętać raczył....
— Zdajecie się czy nie? spytał powtóre Wejhard.
— Niemożemy o tém stanowić sami, odrzekł Tomicki, zwierzchność klasztorna względem tak ważnéj rezydencij rozstrzygać nieśmie, gdy tu idzie o kościoł i obraz tak wielkiéj wartości; potrzebujemy zgodzenia się prowincjała.
— Gdzież wasz prowincjał?
— W Głogowie na Szląsku.
— Wasze ustawy mnie nie obowiązują, odparł Hrabia, a zatém macie do wyboru: lub zaraz się poddać na spisane warunki, (tu rzucił im kartę) lub ogniem i mieczem spustoszywszy naprzód włości i sioła waszego konwentu, a potém Częstochowę.....
— Cóż winne włości? spytał xiądz Tomicki.
— Winne czy nie winne, za winę waszą pokutować będą — puszczę je w perzynę, słyszycie — Oto moja ostatnia odpowiedź.
Mówiąc to Wejhard okazywał się nie tym co