Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Kordecki tom I.djvu/205

Ta strona została uwierzytelniona.
205





XII.

Noc ta nie uśpiła nikogo, ani w twierdzy, ani w obozie.
Ruch, gwar i rozpalone ognie świadczyły, że sen nie zamknął powiek przybyszom znużonym; na wysokiéj wieżycy kościelnéj z rozkazu przeora zapalony gorzał świécąc daleko kaganiec, jakby wzywał pomocy i ratunku.
We wszystkich oknach płonęły światła, a obóz Millera połyskał mnogiemi ogniskami rozrzuconemi w różnych kierunkach i ukazującemi stanowiska oddziałów. Niebo było pochmurne, działa odzywały się do ciemnego mroku, ale coraz rzadziéj i w dłuższych przestankach.