Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Król w Nieświeżu.djvu/131

Ta strona została uwierzytelniona.

Pół milki już tylko pozostawało do miasta, które w dymach ciągle bijących dział się ukazywało, gdy znowu powóz królewski zatrzymać się musiał.
Na gościńcu stali konno: jenerał Morawski i pisarz wielki litewski Plater, w asystencyi licznej panów szlachty. Morawski przybliżył się do powozu i zameldował Najjaśniejszemu Panu, że szwadron usarów kawaleryi narodowej, który konwojować miał z Nieświeża do Grodna, stał w polu czekając na rozkazy, czy miał odbyć manewry i jakie?
Po wierzchowym koniu, którego król nie mógł dosiąść, kawalerya, której nie mógł musztrować z powozu — była drugim, jakby umyślnie nastawionym przytykiem i znaczyła... król-baba.
Uczuł to mocno Poniatowski, lecz umiał pokryć to drugie wrażenie przykre, którego mu oszczędzić łatwoby mogli Radziwiłłowie — śmiejąc się, kłaniając, zacierając ręce, dziękując i starając okazać się szczęśliwym ze wszystkiego.
Bądźcobądź, zupełnie obojętnym dla usaryi swej i wojsk rzeczypospolitej, które ona tu reprezentowała — nie mógł się Stanisław-August okazać. Po krótkim namyśle, chociaż powietrze było chłodne, choć wiaterek mroźny zawiewał z północy — wysiadł z landary i... pieszo ru-