Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Męczennica na tronie.djvu/242

Ta strona została uwierzytelniona.

kiego, co w jego dziele z nauką kościoła było niezgodne. Helvetius był posłuszny, ale książka w świat poszła, jak ją napisał. W sprawie tej prezydent Hénault był też czynnym. Królowa pisywała do niego bardzo często i z prawdziwie macierzyńską troskliwością czuwała nad zdrowiem jego, które słynny sybaryta i smakosz niesłychanie nadużyciami kuchni doskonałej narażał. Nie przeszkodziło mu to żyć lat osiemdziesiąt i sześć.
Z męskiego towarzystwa prezydent Hénault jeden może, po spowiedniku ks. Biegańskim i po Włodku, ma poufały przystęp do królowej. Ani d’Argenson, ani księżna de Luynes, ani kardynał tego imienia, ani żaden z biskupów, którzy na dworze rzadko się pokazywali, nie mieli u królowej tyle względów, ani wpływu takiego na nią jak prezydent Hénault.
Dosyć naówczas wzięty Moncrif, który był lektorem Leszczyńskiej, znika gdzieś w cieniu... Z lekarzy jej ani Helvetius stary, ani Lassone nie są widoczni na dworze... Wogóle małe kółko królowej nie powiększa się, nie zmienia, ale też nie traci swoich członków, chyba, gdy śmierć stąd oderwie.
Jakiem okiem król i jego dworacy patrzyli na to smutne, niemal klasztorne życie Marji, łatwo odgadnąć. Delfin nawzajem nie taił się z pogardą, jaką miał dla przyjaciół ojca. Nie możnaby prawie jednej znaleźć postaci ówczesnej, któraby zarówno swobodnie poruszała się w tych dwóch światach, jakie tron otaczały. Jednemu tylko Voltaire’owi wolno było, szydząc z obydwu pocichu, obu kadzić przy zdarzonej okoliczności.

KONIEC CZĘŚCI DRUGIEJ