Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Męczennicy Cz.1 Na wysokościach.djvu/191

Ta strona została uwierzytelniona.

za, a ją za niego wydać. Rzecz napięta, i księżna choć milczy, ale wie o tem i sprzyja projektowi... Niech tylko przyjadą! dodał rządca zacierając ręce — czekamy!!




Cicho było, smutno we dworku na Pradze od śmierci tego, który wlewał życie we wszystko czego dotknął. Chociaż wdowa i córka starały się utrzymać to, co on stworzył w tym samym porządku i ładzie, znać było, że tu jego ręki pracowitej i czynnego umysłu zabrakło. Dwie sieroty po nim pozostałe, z religijnem poszanowaniem zachowywały co on pielęgnował niegdyś, ale i ogródek i dom nie były już tak świeże i tak rozkwitłe i wesołe jak dawniej. Zajęte smutkiem swym i sieroctwem, nie widziały nawet, że się ich nieszczęście odbijało we wszystkiem, jakiemś zaniedbaniem i żałobą. W przededniu pogrzebu, gdy Celestyn zjawił się tu z żoną i musiał odwieźć ją chorą i przerażoną do pałacu, co struło im wesele i wyjazd przeciągnęło — musiał się pan młody dzielić między żoną, powołującą go nieustannie, a obowiązkami względem rodziny... Nie mogąc sam pozostać przy Leokadyi, której męzka pomoc była potrzebna, Cele-