Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Męczennicy Cz.1 Na wysokościach.djvu/233

Ta strona została uwierzytelniona.

która daje siły. Tam ty zawsze pozostaniesz obcym...
Nie zapominaj o nas... ja myślą o tobie żyć będę...
Smutny, zrezygnowany Celestyn rzucił się do wózka i pojechał do miasta, przeczuwając, że mu za ten dzień spędzony ze swymi ciężko przyjdzie odpokutować.
Dał mu on jednak siłę nową, i pokrzepił go do tej walki, której nie mógł uniknąć.




Dzień ten cały księżna matka i Jadzia przebyły w niepokoju i gorączkowem oczekiwaniu. Młoda pani szczególniej dopytywała, posyłała po męża, zżymała się, gdy aż do wieczoru nie powrócił, i chodziła zasępiona.
Z księżną jednak wcale o tem nie mówiła, a choć obie miały na myśli toż samo — nie chciały się przyznać do tego. Jadzi mąż jej w czasie podróży dosyć spowszedniał; miała dla niego uczucie jakieś, a raczej namiętną, powracającą niekiedy miłość, ale i ta ostygała; upokarzał ją ten człowiek, przypominając ofiarę, jaką dla niego uczyniła, dziś już dla niej samej niepo-