Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Męczennicy Cz.1 Na wysokościach.djvu/262

Ta strona została uwierzytelniona.

Księżna matka nie traciła jednak nadziei i powtarzała w duchu:
— Cierpliwości!




Od dawna postanowione było uroczyste sproszenie całej rodziny do Zbyszewa na dzień urodzin Jadwigi. Przypadał on późną jesienią.
Zgoda i porozumienie z członkami familii na różnych drogach już były upewnione; szło o to, aby się jawnie zamanifestowały...
Ks. Eufrezya lubiła takie przyjęcia ostentacyjne, świadczące o zamożności domu, dozwalające się popisać ze smakiem, z umiejętnością życia. Jadzia, która się po trosze już jednostajnością wiejskiej ciszy nudziła, rada była projektowi. Nadchodziła zima, mówiono półgębkiem o wyjeździe do Warszawy, ale stanowczo nic jeszcze nie było umówionego. Warszawa przypadałaby była obu paniom do smaku, gdyby nie dworek na Pradze. Wspomnienie jego niemiłe było Jadwidze. Mieszkając w mieście, Celestyn nie mógł się wstrzymać od odwiedzania matki i siostry, a oderwać od nich męża było staraniem ciągłem Jadzi.
Chociaż wielki przyjaciel oszczędności, a gromadnych i wrzawliwych zabaw nielubiący Celestyn za-