Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Na Polesiu T. 1.djvu/55

Ta strona została skorygowana.

Rozmowa tego dnia skończyła się, gdyż hrabia musiał iść opatrywać gospodarstwo, a obowiązek ten spełniał, żadnem znużeniem, podróżą ani zajęciem się nie wymawiając.
Antkowi utkwiła w głowie dziwnym sposobem Sumakówna. Wieczorem hrabia znowu wspomniał o niej.
Dla sługi było to dowodem, że rzecz powinien był brać na prawdę.
W ciągu dni następnych symptomat się utrwalił jeszcze.
Jednego wieczora, zabierając buty i suknie, Autek odniechcenia się odezwał:
— Ja-bym — proszę pana hrabiego — do Jośka się jutro chciał przysiąść do Wołchowicz...
— Ty? do Wołchowicz... teraz! gdy siejba...
— Jutro radlą, nie sieją, a jabym powrócił — rzekł Antek.
— A tobie tam poco?
— Zęba sobie muszę kazać wyrwać, bo mnie strach jak po nocach boli — odparł sługa, rękę przykładając do gęby.
Hrabia pomyślał trochę.
— Żebyś mi się tylko nie bawił — rzekł — a no, jedź. Zajdziesz i do Borucha i możesz tak z przełaju nadmienić, że na las do mnie kupiec z Warszawy ma zjechać.
Niechby się to raz skończyło. Będą musieli dać