Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Na Polesiu T. 2.djvu/112

Ta strona została skorygowana.

Boruch nie miał najmniejszego powodu skrywania prawdy.
— To się rozumie — rzekł — że dla takiej familii, jak hrabiowska, musi być bardzo niemiłem to, co hr. Kwiryn zamyśla; ale, ja powiem otwarcie, im więcej panowie nalegać będziecie, tem on silniej uprze się przy swojem. Grafa Kwiryna znam ja od lat wielu. Widziałem go, gdy, będąc młodym, objął ten lichy Skomorów, a co on z niego zrobił! a jakim on sposobem te klucze dokupił, a co on pieniędzy ma, a czem on żyje! a jak chodzi!
Albo on o swój tytuł grafowski dba? Ja sam słyszałem, co on zawsze mówił: — „U mnie dukat, to graf“!
Milczeli, słuchając, zmartwieni panowie; Bernard zapytał o tę dziewczynę. Boruch poruszył ramionami.
— Panowie zapewne wiedzą, kto jej ojciec? — odezwał się. — On się chwali szlachcicem — ale jabym grosza za jego szlachectwo nie dał. Matka! jeszcze gorzej! Czego po takich rodziców dziecku się spodziewać?
— Nu — dodał w końcu Boruch, a ja grafom powiem po sprawiedliwości: to nie jest zła dziewczyna; tego na nią nie można powiedzieć.
Była zawsze stateczną.
Z twarzy bardzo piękna, a teraz, gdy powróciła z Warszawy — bo one tu zajeżdżały — wygląda ni-