Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Niebieskie migdały.djvu/168

Ta strona została skorygowana.

srebrny... zobaczył cechę i rzucił go nazad do kupy. Drzwi dalsze były pozamykane, tędy przez korytarz przejście było do kucheń, izb służby, pomieszkania panny Róży i pokojów gościnnych...
Palcem wskazał sprzęt srebrny urzędnikowi...
— Możecie panowie spisywać....
— To są srebra hrabiny — stłumionym głosem zawołał prezes gniewnie.
— Co tu jest, to moje — odparł garbaty — a hrabina się niech upomni i procesuje, jak ja procesowałem! Szpilki nie dam wziąć z domu!
To mówiąc poszedł nazad przez wielką salę do mniejszéj ubranéj obrazami... z któréj wprost było wnijście do pięknego gabinetu porcelan hrabiny, a z niego przez niewielki pokoik do sypialni... Wszędzie wszedłszy stawał oglądając się ciekawie, macał portyery i firanki, schylał się przypatrując dywanom. W gabinecie mnóztwo pięknych cacek, kosztownych drobnostek, niezwykły wdzięk tego pokoiku z takim urządzonego smakiem, zdawał się na nim czynić jakieś wrażenie... Ale wzgarda, obrzydzenie, szyderstwo wystąpiły mu na twarz, ręce włożywszy w kieszenie stanął, z ustami zaciśniętemi patrząc długo, starając się niby zrozumieć znaczenie téj poezyi życia, któréj nigdy nie kosztował. Na półce stały kosztownie malowane naczyńka z sewrskiéj porcelany i saskie... Jedną z nich z wizerunkiem pięknéj kobiety schwycił w grube palce... zblizka się jéj zaczął przypatry-