Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Niebieskie migdały.djvu/197

Ta strona została skorygowana.

wziąć środki właściwe dla zapewnienia sobie innego stanowiska.
— Nie głupim tam wracać — rzekł; — do panny Róży napisze z ekskuzą, choćby mi przyszło i kaftanik odesłać. Ona potrzebna hrabinie, a dożywocia nie dostanie, bo oni sami dziś pana Boga błogosławić będą, jeśli im folwarczek zostanie. Szczęście jeszcze, żem się nie ożenił na prędce — wyraźna Opatrzność boska nademną! Pan Bóg łaskaw... Dopierobym był Tadeusza śpiewał z żoną i bez grosza...
Wilelmski schwycił się za perukę i powtórzył raz jeszcze:
— Wyraźna Opatrzność boska!


∗             ∗

Późnym wieczorem smętnego dnia dżdżystego dojechał Zdzisław do Samoborów, a mrok w pierwszéj chwili przynajmniéj zakrył przed jego oczyma spustoszenie już widoczne, nad którém pracował pilno p. Sebastyan. Zajechał jak za zwyczaj przed ganek, i szczęściem nie spotkał się tuż na pierwszym kroku ze stryjem, który tego dnia gospodarował na innym folwarku. W sieniach i przedpokoju nie było nikogo, nawet światła, nierychło przybiegł służący od pokoju hrabiny ze świecą w ręku, cały drżący powitać panicza. Poczciwy chłopiec tak był zmieszany, że łzy mu stały